Volvo Ocean Race 2011/12: Groupama 4 – ciężkie chwile przed metą

„Nie lubię poniedziałków” tak mogłaby podsumować ten dzień załoga Groupama 4. Najgorsze jeszcze przed nimi. Bezwietrzna przestrzeń ciągnie się wciąż na ich drodze do Cape Town.

Przez cały dzień łódź Francka Cammasa wlokąc się płynęła ze średnią prędkością nie przekraczającą 6 węzłów. Wszystko to za sprawą obszaru niskiego ciśnienia, które ukształtowało się przy podejściu do mety. Jacht przez to ostro zwolnił a załoga aby zabić nudę zaczęła grać w pasjansa na iPadzie i wymyślać gry w stylu „Jaki film wziąłbyś na bezludną wyspę?”. Noc zapowiada się podobnie. Skiper pomimo oczywistej frustracji nie upada jednak na duchu. Jego wypowiedzi są optymistyczne. Stwierdza, że są w lepszej sytuacji niż załogi łodzi, które nie ukończyły tego etapu o własnych siłach.

Dystans pomiędzy nimi a zespołem CAMPER, gdy ten kończył wyścig, wynosił około 10 godzin. Przez tą sytuację pogodową w chwili obecnej zwiększył się do około dwóch dni. CAMPER ukończył wyścig w niedzielę rano niecałe 16 godzin po liderze – jachcie Telefónica. Ostatni, którzy zostali na placu boju to właśnie zmagający się już z pogodą i oceanem członkowie ekipy Groupama 4. Franck Cammas na koniec przekazu dodaje, że chcą być w Cape Town możliwie jak najszybciej, ale również chcą tam dotrzeć bezpiecznie w jednym kawałku.

Następne zmagania, etap drugi, rozpoczyna się w niedzielę 11 grudnia. Dzień wcześniej 10 grudnia odbędą się zmagania portowe. Wszystkie zespoły szykują się już na te wydarzenia.

Autor: Klaudiusz Słowikowski

Ten wpis został opublikowany w kategorii Informacje, Volvo Ocean Race, Volvo Ocean Race 2011-12. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.